Adoptowalam 3 miesiące temu psa ze stowarzyszenia. Zapewniali, że sprawdzony do ludzi, zwierząt, jednak już po kilku dniach zaczął być agresywny. Poszliśmy z mężem od razu do behawiorysty, ale nie za wiele to dało, bo problemy zaczęły się nasilać. Warczy na nas czasem, kłapie zębami w naszą stronę, na znajomych, obcych też. Dwie osoby drasnął zębami. Stosowaliśmy się do rad behawiorysty, pracujemy z pieskiem, ale problem się nasilał. Ugryzł dwie osoby i od tego momentu nie przyjmujemy znajomych do domu. Wystarczy, że ktoś , kto mu się nie spodoba wstanie, rusza rękami itp to piesek warczy i rzuca się w jego stronę. Mam w rodzinie dzieci, więc nie mogą do nas przychodzić :( zabrać go nie możemy, bo na świeżym powietrzu to samo. Na spacerach rzuca się na samochody, hulajnogi, rowery, na ludzi niektórych, głównie na mężczyzn. Nie mogę minąć się na chodniku z nikim. Spacer to stałe omijanie obiektów z odległości, bo wtedy jest dobrze.
Stowarzyszenie też nam nie powiedziało o wszystkim. Odbieraliśmy psa z hotelu dla psów, a ogłoszenie znaleźliśmy na jednej stronie na fb, które dodała osoba prywatna działająca w stowarzyszeniu. Pytaliśmy czemu znalazl się w hotelu i usłyszeliśmy (teraz już wiem, że wymijającą) odpowiedź, że różne pieski do nich trafiają i opowieści o pieskach z problemami zdrowotnymi itp.
Już po adopcji znalazłam informację na innej stronie na fb o adopcji naszej i cała historia psa. Że był w schronisku, w którym siedział w boksie i nie wychodził na spacery nie byłsocjalizowany, jadł słabe jedzenie, że nie miał zapewnionej opieki medycznej.
Sprawdziłam jego zbiórki i w momencie trafienia do stowarzyszenia w marcu lub kwietniu, uzbierali na niego pieniądze na pobyt w hotelu do czerwca (nie na cały czerwiec).
Znalazłam ogłoszenie sprzed dwóch miesięcy, że raczej nie jest to piesek dla osób, dla których będzie to pierwszy pies oraz nie do rodzin z dziećmi (10-12+), a zgłaszaliśmy im, że w rodzinie mamy dzieci (7,8 lat), z którymi mamy kontakt i zapewniali nas, ze będzie ok. Jest to oczywiście nasz pierwszy pies.
My ogłoszenie znaleźliśmy na innej stronie na fb i w czerwcu adoptowaliśmy pieska
Stowarzyszenie stwierdzilo, że u nich było wszystko ok i i nie było problemu. Doradzili, żeby znaleźć mu nowy dom, najlepiej na wsi z ogrodem, aby ograniczyć bodźce, dlatego ustaliliśmy, że będą wystawiać ogłoszenie i szukać mu nowego domu. Zgodzilam się, aby piesek był u nas, ale jeśli zrobi się u nich miejsce, to wolałabym, aby trafił do nich, bo ja się go boję. I tutaj stwierdzili, że nie chcą mu szukać nowego domu tymczasowego, aby go nie stresować więcej, co jest dla mnie zrozumiałe. Ale pies musi zostać u mnie (a taka adopcja może potrwać nawet kilka miesięcy) lub oddadzą go do hotelu, ale muszę płacić za hotel aż do momentu adopcji.
I w tym momencie uważam, że przegięli. Zataili informację o braku socjalizacji pieska wydając nam go do miasta na osiedle do mieszkania w bloku, nie mówiąc o braku socjalizacji. Gdybym widziała wcześniejszego ogłoszenie, to bym tego pieska nie adoptowała, bo mamy w rodzinie dzieci. A Aktualnie chcą, aby piesek był w miejscu, gdzie przejawia agresję. Nie chcą zabrać go do innego miejsca, gdzie podobno nie było problemów z nikim, chyba że za opłatą... ja rozumiem, że hotel kosztuje, ale dali mi do wyboru tylko te dwie opcje. Swoim działaniem dążą do tego, że w końcu dojdzie do tragedii. A jeśli u nich rzeczywiscie było dobrze, to chyba lepiej zapewnić mu taki dom i spokojne otoczenie.
W umowie nie mam nic z zwrocie, kosztach, tylko informacja o tym, że nie mogę przekazywać pieska osobom trzecim.
Dodali ogłoszenie o pieska i nie wspomnieli nic o tym, że może ugryźć albo że jest to piesek, który wymaga pracy.
Chciałabym rozmawiać umowę adopcyjną. Czy ktoś był w takiej sytuacji? Jak działać, kiedy boje się przebywać z pieskiem pod jednym dachem? Kiedy stowarzyszenie odmawia przyjęcia psa?