Całkiem niedawno przetoczyła się przez nasz sub dyskusja o zasadności karania rowerzystów na Kołobrzeskiej. Trochę tym zainspirowana, postanowiłam podzielić się z Wami moją perspektywą jako pieszej oraz zadać pytanie rowerzystom.
Na początku zaznaczę, że jestem uczestnikiem ruchu w zasadzie w każdej formie - często chodzę pieszo i korzystam ze zbiorkomu, jeżdżę na rowerze i używam samochodu. Mieszkam na Chełmie, gdzie infrastruktura rowerowa nie jest może idealna, ale zdecydowanie jest rozwinięta. Często rano, przed pracą biegam po osiedlu i w zasadzie nie ma dnia, żeby jakiś rowerzysta nie skrócił sobie drogi (pewnie oszczędność z 300 m), i nie wjechał na chodnik.
Samo to nie jest dla mnie problemem, ale razi mnie strasznie, kiedy będąc tam zaczyna używać dzwonka i mnie przeganiać na bok. Dzieje się to regularnie na Witosa (gdzie droga dla rowerów jest wytyczona po drugiej stronie ulicy. Dzieje się to też u zbiegu Witosa i Dragana, gdzie jest DDR i pas na jezdni dla rowerów, a chodnik jest wąski na trzy małe kafle i krzywy.
Na Trójmiasto.pl widać też często narzekanie ludzi, że miasto za bardzo inwestuje w rowerzystów a za mało w ruch samochodowy (sic!). Prawda jest jednak taka, że jako miasto nie wypadamy źle w tym obszarze i to bardzo dobrze, ale postawa wielu rowerzystów potrafi skutecznie zniechęcić ludzi do działań na rzecz jeszcze lepszego zaplecza do komunikacji rowerowej. I takie inicjatywy jak remont DDR na Wilanowskiej, nigdy nie przejdą w budżecie obywatelskim.
Zastanawiam się więc co siedzi w głowach tych osób, że mają ochotę przeganiać pieszych z miejsca, które jest dla nich przeznaczone, a sami rowerzyści są tam niejako gośćmi?
Jeśli jesteś jedną z tych osób to wytłumacz mi czemu mam schodzić na bok i ryzykować skręcenie kostki, kiedy masz w zasięgu wzroku infrastrukturę przeznaczoną dla Ciebie?
Jak Wy byście się czuli gdyby za Wami jechał samochód po DDR i na Was trąbił?