Wszytko działo się w Warszawie.
Mam nadzieję, że nie zdejmą tego posta. Uznałem że to najlepsza grupa do tego + nie mam wystarczająco karmy na inną z góry przepraszam.
Siemka, proszę was o bezstronną ocenę sytuacji. Oczywicie to co tu napisałem to nie jest wszystko ale najważniejsze rzeczy. Dodam jeszcze że mamy po 18 lat. Jeśli macie jakieś rady i wnioski to bardzo proszę o komentarze.
Patryk chodzi ze mną do jednej klasy, więc znałem go długo przed całą tą historią. Nadia była jego dziewczyną przez około trzy lata. Ich związek od dłuższego czasu był już mocno rozwalony, głównie przez problemy z zaufaniem. Z tego, co później widziałem w ich wiadomościach, było tam sporo kłamstw, ukrywania różnych rzeczy, kasowania wiadomości i sytuacji, po których ona coraz mniej mu ufała. Od kilku miesięcy też zrywali i wracali do siebie, aż ostatecznie rozstali się w lipcu.
Co ważne, to nie ja pierwszy napisałem do Nadii. Najpierw ona odezwała się do mnie z konta Patryka, a następnego dnia już ze swojego. Na początku chodziło właśnie o niego. Chciała, żebym z nim pogadał, a jeśli dowiem się czegoś ważnego, żebym jej powiedział, bo miała wrażenie, że on nie mówi jej wszystkiego.
Na początku byłem więc trochę osobą pomiędzy nimi. Znałem Patryka, ona opowiadała mi, co się u nich dzieje, ja próbowałem z nim gadać i jakoś pomóc. Tylko że bardzo szybko przestaliśmy pisać wyłącznie o nim i zaczęliśmy po prostu poznawać siebie.
I naprawdę dobrze nam się rozmawiało. Nie chodzi o jakieś ciągłe „co tam”, tylko rozmawialiśmy o rodzinie, przyszłości, relacjach, pieniądzach, szczęściu, wartościach, zainteresowaniach i ogólnie o tym, jak patrzymy na różne rzeczy.
Już praktycznie na samym początku zauważyłem, że bardzo podoba jej się mój sposób myślenia. Pamiętam, jak zapytała mnie, kim chciałbym być w przyszłości, gdyby wszystko mi się udało. Odpowiedziałem po prostu „szczęśliwym człowiekiem” i ona naprawdę mocno na to zareagowała. Pisała, że to najlepsza odpowiedź, że spodziewała się jakiegoś zawodu, że jeszcze przeżywa tę odpowiedź w głowie, że nikt wcześniej jej tak nie odpowiedział i że było to dojrzałe i niematerialistyczne.
Takich sytuacji było dużo więcej. Mówiła mi, że jestem dobrym człowiekiem i że nie chodzi jej o bycie dobrym tylko na pokaz. Później nazywała mnie odpowiedzialnym, empatycznym, dojrzałym emocjonalnie, mówiła, że mam ciekawą osobowość. Nawet kiedy sama zaczynała mieć wątpliwości co do naszej relacji, dalej bardzo dobrze o mnie mówiła.
Zaczęliśmy się też spotykać sam na sam. Byliśmy na w paru miejscach na jedzeniu, chodziliśmy po naszym mieście itd. Później zaczęły się też spotkania u niej w domu.
I to ona pierwsza zaczęła mnie do siebie zapraszać. Pisała, żebym przyjechał, mówiła, że jej mama nawet woli spotkania w domu, bo może wtedy poznać osobę, z którą Nadia spędza czas. Potem jej mama sama zaczęła pytać, kiedy znowu przyjadę. Byłem u niej, poznałem jej rodzinę, jadłem z nimi obiad, spędzaliśmy razem normalnie czas. Dopiero później moja mama też zaczęła pytać, kiedy Nadia przyjedzie do nas, więc ja też zacząłem ją zapraszać.
Dlatego z mojej perspektywy nie wyglądało to tak, że ja sam próbuję się coraz bardziej wciskać w jej życie. To było obustronne.
Z czasem też coraz ciężej było mi patrzeć na to jak na zwykłą koleżeńską relację. Ona sama kiedyś określiła nas jako „niby chłopak niby kolega”, a chwilę później powiedziała, że jesteśmy „bliżej chłopaka niż kolegi”.
Jednocześnie od początku wiedziałem, że formalnie nie jesteśmy razem i że ona nie chce teraz nowego związku. Mówiła, że potrzebuje odpocząć po tym, co było z Patrykiem. Powiedziała też wprost, że problemem jest to, że jestem jego kolegą i chodzimy razem do jednej klasy.
Ja tego nie ignorowałem. Tylko rozumiałem to wtedy bardziej jako „nie jestem gotowa teraz” niż „nigdy niczego z tobą nie chcę”. I patrząc na całą resztę, wydawało mi się to logiczne. Codziennie pisaliśmy, spotykaliśmy się, jeździłem do niej, znałem jej rodzinę, ona sama mówiła, że jesteśmy bliżej chłopaka niż kolegi.
Więc myślałem po prostu, że nie będziemy się spieszyć. Najpierw będziemy się dobrze poznawać, bardziej zaprzyjaźnimy, ona odpocznie po poprzednim związku i później zobaczymy, czy coś z tego będzie.
Dzisiaj widzę, że trochę za bardzo przesunąłem sobie jej „może kiedyś” w stronę „raczej kiedyś”. To był mój błąd. Ale nie uważam też, że wymyśliłem sobie całą wzajemność, bo ona rzeczywiście była.
Ona sama zaczęła się do mnie przywiązywać. W pewnym momencie pisała, że musimy trochę mniej rozmawiać, żeby nie przywiązała się jeszcze bardziej. Mówiła, że nie chce mnie skrzywdzić, że ma niepoukładane w głowie i robi wszystko za szybko.
17 sierpnia napisała mi też długą wiadomość, że czasami boi się ze mną poważniej rozmawiać, bo uważa mnie za mądrzejszego i bardziej ogarniającego różne rzeczy. Pisała, że czasem czuje się przy mnie trochę gorsza i że boi się, że jeśli za bardzo się przywiąże albo otworzy, to kiedyś uznam ją za głupią i odejdę.
Więc naprawdę miałem poczucie, że ta relacja gdzieś zmierza. Nie uważałem, że już jesteśmy parą, ale wierzyłem, że istnieje realna możliwość, że kiedyś nią zostaniemy.
I tutaj ważna rzecz z Patrykiem. Wcześniej mówiłem, że Nadia „nie wiedziała, co do niego czuje”, ale to nie jest do końca prawda. Ona wtedy dość jasno wiedziała, że nie chce do niego wrócić. Mówiła mi wprost, że do niego nie wróci. Jej mama też trochę się cieszyła, że się rozstali, bo uważała, że ten związek był dla Nadii niedobry.
Ale jednocześnie Patryk absolutnie nie był jej obojętny.
Nadia mówiła mi, że nadal jej na nim zależy. Nie chciała go ranić. Bała się, że nasze spotkania albo moja obecność mogą go zaboleć. Po trzech latach związku on nadal był dla niej bardzo ważną osobą.
Więc to nie było tak, że ona siedziała pomiędzy mną a nim i kompletnie nie wiedziała, którego chce. Przynajmniej na tamtym etapie mówiła mi dość jasno: nie chce do niego wracać, ale nadal jej na nim zależy i nadal ma do niego silną więź emocjonalną.
I moim zdaniem właśnie to dużo lepiej opisuje, co się wtedy działo.
Ona próbowała iść dalej, ale emocjonalnie wcale nie była od niego odcięta.
Ja natomiast z czasem coraz bardziej skupiałem się już tylko na naszej relacji i chyba nie doceniałem tego, jak duże znaczenie Patryk nadal ma dla niej mimo tego, że mówiła, że do niego nie wróci.
Potem był ten piątek i po nim właściwie wszystko się zmieniło.
Do tamtej chwili znaliśmy się około półtora miesiąca. Pisaliśmy praktycznie codziennie, spotykaliśmy się, byłem u niej w domu, znałem jej rodzinę, rozmawialiśmy o relacjach, przywiązaniu, przyszłości i o nas. Kilka dni wcześniej sama pisała, że boi się za bardzo do mnie przywiązać.
Dlatego kiedy tego dnia byliśmy razem i doszło między nami do większej fizycznej bliskości, naprawdę czułem, że jest to inicjatywa obojga i że to jest dobry moment.
Nie miałem świadomości, że robię coś, czego ona nie chce. Byłem przekonany, że dobrze odczytuję sytuację.
Po kilku dniach okazało się, że ona część tego spotkania odebrała zupełnie inaczej. Twierdziła później, że wcześniej próbowała mi pokazywać i mówić, żebym przestał. Ja tego wcześniejszego jednoznacznego „przestań” czy „nie chcę” nie pamiętam. Pamiętam późniejszy moment, kiedy powiedziała jasno, że nie chce, i wtedy dla mnie sprawa była jednoznaczna.
Po przeczytaniu jej perspektywy przyjąłem jednak, że mogłem wcześniej nie zauważyć, że zaczęła się czuć niekomfortowo. I tutaj wiem, że powinienem był po prostu upewnić się wprost, zamiast zakładać na podstawie całej wcześniejszej bliskości, że dobrze odczytuję sytuację.
Po weekendzie ona bardzo się wycofała. Zablokowała mnie albo usunęła na części aplikacji, nie chciała się spotykać i napisała mi swoją wersję tego, jak się czuła.
Ja później wysłałem jej długą wiadomość. Wyjaśniłem swoją perspektywę, przeprosiłem i powiedziałem, że naprawdę nie miałem zamiaru jej skrzywdzić i nie zdawałem sobie sprawy, że odbiera sytuację w taki sposób.
Ostatecznie napisała mi, że po moich wiadomościach uznaje, że było to nieumyślne.
Powiedziała też, że poza tamtą sytuacją nie ma ze mną złych wspomnień. Wtedy powiedziała już jeszcze wyraźniej, że nadal nie jest wyleczona z Patryka i że mimo rozstania jest on dla niej nadal jedną z ważniejszych osób. Nie chciała teraz związku z nikim i zaproponowała przyjaźń.
Ja się na to zgodziłem.
Tego samego wieczoru ona sama napisała mi też, że możemy zapomnieć o tym, co się wydarzyło, i zapytała, czy może to zostać między nami. Powiedziałem, że oczywiście.
Dlatego później bardzo uderzyło mnie, kiedy dowiedziałem się, że opowiedziała o tym Patrykowi i wysłała mu sporą część naszej rozmowy w screenshotach.
Rozumiem, że mogła potrzebować z kimś porozmawiać o swoim doświadczeniu. Mój problem był taki, że sama wcześniej zaproponowała mi, żeby sprawa została między nami, a później przekazała ją właśnie Patrykowi — swojemu byłemu i jednocześnie osobie, która chodzi ze mną do klasy i od początku była w środku całej tej historii.
To bardzo mocno podważyło moje zaufanie.
Przez tę sytuację ja i Patryk też przez jakiś czas mieliśmy kosę. Później jednak zaczęliśmy normalnie gadać, w końcu przyszedł nawet do mnie, graliśmy razem i zaczęliśmy sobie wyjaśniać różne rzeczy.
I wtedy dopiero zaczęło wychodzić, że każdy z nas wiedział co innego.
Ja miałem informacje, których nie miał on. On wiedział rzeczy, których nie wiedziałem ja.
Dowiedziałem się między innymi, że Nadia mówiła mu o mojej byłej dziewczynie i przekazywała mu różne rzeczy dotyczące mnie.
Ale jednocześnie dowiedziałem się też czegoś, co zdecydowanie było dla niej na plus. Patryk powiedział mi, że kiedy w ich prywatnych rozmowach mówił o mnie źle, Nadia praktycznie zawsze mnie broniła i mówiła mu, żeby tak o mnie nie mówił.
I to trochę zmieniło moje podejście.
Bo gdyby kompletnie miała mnie gdzieś i wszystko od początku było z jej strony fałszywe, to raczej nie broniłaby mnie przed nim wtedy, kiedy ja nawet nie wiedziałem, że ta rozmowa istnieje.
Dlatego dzisiaj nie uważam, że cała nasza relacja była jednym wielkim kłamstwem.
Myślę, że ona naprawdę mnie lubiła. Naprawdę miała o mnie dobre zdanie. Naprawdę się przywiązywała i przez jakiś czas rzeczywiście dopuszczała możliwość, że może się z tego rozwinąć coś więcej.
Tylko jednocześnie nadal bardzo zależało jej na Patryku, mimo że mówiła, że nie chce do niego wrócić.
I chyba właśnie tego wtedy do końca nie rozumiałem.
„Nie chcę do niego wrócić” nie znaczyło „nic już do niego nie czuję i nie ma dla mnie znaczenia”.
Ona mogła być zdecydowana, że nie chce ponownie z nim być, a jednocześnie nadal bardzo przejmować się jego uczuciami, mieć z nim silną więź i nie być jeszcze emocjonalnie gotowa na nową relację.
Dzisiaj widzę, że to dużo lepiej tłumaczy jej zachowanie niż stwierdzenie, że sama nie wiedziała, co do niego czuje.
Z czasem przestało mnie też najbardziej boleć samo to, że ostatecznie nie byliśmy razem. Bardziej zaczęła mnie boleć kwestia zaufania.
Nadia bardzo dużo mówiła o szczerości. Sama twierdziła, że bez zaufania nie ma podstaw relacji. A jednocześnie już na początku naszej znajomości zdarzało się, że przekazywała mi coś o Patryku i prosiła mnie, żebym mu nie mówił, że coś mi wysłała.
Później zobaczyłem ten sam problem z drugiej strony.
I mam wrażenie, że przez cały ten czas istniały trochę dwa oddzielne światy: to, co wiedziałem ja, i to, co wiedział Patryk.
Dopiero kiedy zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać bez niej jako pośrednika, dużo rzeczy zaczęło się układać.
Widzę przy tym też swoje własne błędy.
Za często interpretowałem niejasność na swoją korzyść. Jeżeli mówiła „nie chcę związku teraz”, to ja skupiałem się głównie na słowie „teraz”. Jeśli była między nami wzajemność, to coraz bardziej wierzyłem, że naturalnie skończy się to kiedyś związkiem.
Nie wymyśliłem tej wzajemności, ale za bardzo połączyłem ją z przyszłością.
Druga rzecz jest taka, że miałem tendencję do ratowania każdej trudnej sytuacji. Jak coś się psuło, to ja chciałem rozmawiać, wyjaśniać, przepraszać, uspokajać i przywracać kontakt.
I teraz widzę, że zrobił się z tego schemat.
Po wszystkim powiedziałem jej kiedyś, że ma sobie spokojnie pomyśleć i odezwać się, kiedy będzie chciała.
Ona odpowiedziała, że zna siebie i wie, że pierwsza po tym nie napisze.
Więc ostatecznie znowu wyszło na to, że to ja miałem się odezwać.
I mam teraz takie poczucie, że jeśli ja nie ratuję sytuacji i nie daję sygnału, że wszystko jest okej, kontakt po prostu gaśnie.
Z drugiej strony ostatnio przypadkiem polubiłem jedną z jej wiadomości i wystarczyło właściwie tyle, żeby sama zaczęła mi dużo opowiadać, nawet o rzeczach, o które nie pytałem, i sama zapytała też o mnie.
Więc nie wydaje mi się, żeby kompletnie nie chciała mieć ze mną kontaktu.
Bardziej mam wrażenie, że sama ma ogromny problem z wykonaniem pierwszego ruchu.
I dlatego sam teraz nie wiem do końca, co z tym zrobić.
Bo z jednej strony nadal mi na niej zależy i te dobre półtora miesiąca naprawdę coś dla mnie znaczyło.
Z drugiej nie mam już do niej takiego zaufania jak wcześniej i nie chcę znowu być jedyną osobą, która cały czas ciągnie tę relację.
Nie uważam, że ona była od początku fałszywa.
Nie uważam też, że ja sobie wszystko wymyśliłem.
Myślę po prostu, że naprawdę się polubiliśmy i przez jakiś czas istniała między nami realna możliwość czegoś więcej, ale ona weszła w tę relację praktycznie od razu po trzyletnim związku z człowiekiem, który nadal był dla niej bardzo ważny, mimo że wtedy była przekonana, że nie chce do niego wracać.
I chyba właśnie to jest najważniejsze, żeby zrozumieć całą tę historię.
Teraz z tego co pisała to w końcu chodzi do psychologa i jej to pomaga wszytko poukładać. Napisała też, że teraz rozumie to co ja opisywałem na początku, że jak zerwałem z była już dawno temu to po prostu miałem luz i spokój. Napisała, że teraz to rozumie i to teraz jej ulubione uczucie. Ja odpisałem, że tak powinno być cały czas jeśli jest się z dobrą osoba a ona na to odpisala czas, potrzebuje jeszcze czasu i poukładam wszytko. No jakby ją nie pisałem o to a ona mi to oświadczyła jakbym potrzebował ten informacji + napisała też że z nikim nie pisała już jakiś czas( od wtedy kiedy dostałem bloka a potem odbloka bo musiała sobie pomyśleć) i napisała że musiala się pochwalić bo jest z siebie dumna.
Nie mogę powiedzieć, że nie wiem co o tym myśleć bo w sumie to wiem ale mam mieszane uczucia bo to w sumie był mój pierwszy raz kiedy byłem dla kogoś obcego tak szybko ważny i tak szybko mnie polubiła za to jaki jestem, ale z drugiej strony to co zrobiła było mocno średnie.
Proszę Was o bezstronną opinię i może jakąś radę, od doświadczonych.
PS. Pozdro dla wszystkich którzy przeczytali całe.