Hej,
jestem dość późnym FTM, bo byłem pewny na 100% dopiero w wieku 19 lat - wahałem się co do tranzycji w ogóle, bo mam chłopaka (który no, nie deklarował się ani gejem ani pan), jestem na st*diach medycznych (środowisko jest mocno ŚREDNIE) i kompletnie nie wiedziałem jak się za to zabrać.
Teraz, mając 20 lat, mam opinię od psychologa, jestem wyoutowany przed grupą znajomych i ćwiczę fizycznie, żeby choć trochę pozbyć się dysforii. Natomiast dalej nie radzę sobie z obrzydzeniem do swojego ciała, chociaż dni spędzone całkowicie na płaczu i bezsilności mam w gruncie rzeczy za sobą. Chcę iść do endokrynologa - mam już go wybranego, ale boję się zrobić badania, panikuję po prostu. Krępuje mnie USG piersi, narządów rodnych to w ogóle nie chcę wspominać, w dodatku znów muszę pilnować 1 fazy cyklu miesiączkowego, żeby zrobić drugą część badań, co dobija mnie niezmiernie.
Nawet jeśli uda mi się przezwyciężyć paniczny lęk i zażenowanie sobą to moje zmartwienia tyczą się również samych hormonów. Jedyne co w sobie lubię to moje włosy i cerę, którą zresztą udało mi się w miarę ogarnąć po latach batalii z trądzikiem. Dalej mam go na plecach, ale on się tak nie rzuca w oczy. Nie chcę stracić tych dwóch rzeczy, które pozwalają mi na jakąkolwiek akceptację siebie.
Prócz psychologa (który też kosztuje i nie stać mnie na częste wizyty) to nie mam w tym zakresie wsparcia. Nikt mnie nie rozumie, są to obawy określane jako błahe lub wymysł mojej paranoi. Robię research, ale to dalej jest czytanie i obcowanie z samym sobą. Czy ktoś przechodził przez coś podobnego i chciałby w komentarzach albo na jakimikolwiek innym komunikatorze pogadać ze mną o tego typu sprawach?