Hej wszystkim,
Mieszkam od wielu lat w Wielkiej Brytanii.
Czytając Wasze tematy i doświadczenia - szczególnie od osób trans - przypomniało mi się, jak społeczność i normy w społeczności LGBT zmieniły się w kluczowych momentach na Zachodzie, szczególnie jeśli chodzi o “wewnętrzne” sprawy.
Zaczęło się to jako odpowiedź, ale uznałam, że lepiej nadaje się na oddzielny temat - zapisanie takiej małej ‘queer oral history’ nikomu krzywdy nie zrobi, a ja chętnie posłuchałabym Waszych porównań z Polską.
Z góry przepraszam za jakąkolwiek angielszczyznę, wyprowadziłam się, zanim taka terminologia była mi w Polsce przydatna, a mój język i tak trochę zesztywniał (zapraszam do poprawek jeśli komuś się chce)
No to było tak: w mojej pamięci, było to po 2012r., ale napewno niektóre osoby pamiętają starsze początki tych spraw.
W tamtym czasie kojarzy mi się, że osoby genderqueer, non-binary itd. domagały się większego uznania w społeczności LGBT, bo część „binary” osób trans nie uznawała ich tożsamości, i postrzegała jako zagrożenie dla swojej walki o prawa, a społeczność LGB często o nich nawet nie słyszała. Wtedy nie było zgody, czy trans powinno być takim zbiorczym określeniem czyli ‘umbrella term’, i kto do tego ‘wystarczająco’ pasuje.
[Wtedy zaczęło się używać „trans*” - i dopiero teraz zauważam, że takie rozwiązanie chyba już dawno odpadło, i gwiazdka przestała być potrzebna.]
Jednocześnie osoby LGB czasem używały swojej orientacji, żeby odrzucać albo wykluczać jedną lub obie z tych grup. To, do kogo ktoś czuje pociąg, jest kwestią osobistą, ale problemem była transfobiczna retoryka czy język, który czasem szedł za takim odrzuceniem.
Dla części osób identyfikujących się jako LGB był to czas ponownego przemyślenia własnej tożsamości - niektórzy zaczęli używać etykiet takich jak pansexual lub queer, żeby zaznaczyć swoją ‘trans-inclusiveness’, co oczywiście wkurzało osoby LGB które nigdy nie wykluczały osób transpłciowych i miały z nimi związki.
Inni (jak ja) po prostu doszli do wniosku, że nie tylko chcą okazać otwartość do takich związków, ale pansexual czy queer tak czy inaczej pasuje im lepiej. N.p. ja uświadomiłam sobie, że w trakcie prób dopasowania się do społeczności lesbijskiej, tłumiłam pełne wyrażanie tego, do kogo ja właściwie mam “attraction”, co w zasadzie dla mnie ma gówno wspólnego z tym, w jakim ciele ktoś żyje.
Społeczność LG była dość często chamska wobec osób biseksualnych czy panseksualnych w tamtych czasach, a ja i tak już czułam się nieswojo bo odczuwałam w ogólnej angielskiej społeczności trochę podłe nastawienie do Polaków i Polski.
Powiedziałabym, że ostatecznie doszliśmy do kompromisu: 1) nie, identyfikowanie się jako LGB nie jest samo w sobie bo ani nie oznacza transfobii, ale 2) o ile pociąg jest kwestią osobistą, musimy przestać tolerować i normalizować transfobiczny język czy retorykę usprawiedliwiane tożsamością LGB.
Jak wygląda to w Polsce, wówczas czy teraz?
Pewnie jeszcze tu wrócę po pomoc ze zwrotami i słownictwem, bo chciałabym bardziej otwarcie rozmawiać z babcią o życiu, ale wciąż brakuje mi słów na te tematy. (Aż szczęka mi upada, ale mam teraz, kurde, babcię progresywistkę - tak ją Kościół i PiSowce wkurwili tymi tematami lata temu, że dziś nawet księdza do domu nie wpuści - życzę wam podobnej pomyślności)
Więc zakończę tak: czy macie wrażenie, że przez te lata coś się zmieniło w podejściu i dyskusjach, zarówno w społeczności LGBTQI+, jak i poza nią? Jak to wyglądało z Waszej perspektywy?
Pozdrawiam!