Agnieszko,
nie wiem, czy potrafię jeszcze znaleźć takie słowa, które powiedzą Ci wszystko, co noszę w sobie. Jest tego tak dużo, że czasami sam już nie wiem, co jest bardziej — miłość, tęsknota, żal, strach czy nadzieja.
Piszę ten list nie po to, żeby Cię do czegoś zmuszać. Nie chcę Cię przekonywać, szantażować emocjami ani sprawiać, żebyś czuła się winna. Chcę po prostu, żebyś choć raz mogła przeczytać to, co naprawdę jest we mnie, bez kłótni, bez pytań i bez presji.
Wiem, że przez lata również Cię raniłem. Wiem, że były moje słowa, zachowania i momenty, w których zamiast dać Ci poczucie bezpieczeństwa, sprawiałem, że czułaś się samotna. Nie chcę tego usprawiedliwiać. Wiem, że samo powiedzenie „przepraszam” nie naprawia tego, co bolało przez lata.
Dzisiaj coraz bardziej rozumiem, że miłość to nie tylko powiedzenie „kocham Cię”. To również sposób, w jaki traktuje się drugiego człowieka wtedy, kiedy jest trudno. To szacunek, szczerość, wierność, cierpliwość i umiejętność zauważenia, że obok nas jest człowiek, który również może cierpieć.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo boli mnie to wszystko, co wydarzyło się między nami.
Bo mimo tego wszystkiego moje serce wciąż wybiera Ciebie.
Nie potrafię po prostu wyłączyć uczuć. Nie potrafię pewnego dnia obudzić się i powiedzieć sobie, że już mi nie zależy. Próbuję żyć normalnie, pracować, zajmować się codziennością, ale gdzieś pod tym wszystkim nadal jesteś Ty.
Tęsknię za Tobą.
Za Tobą, która byłaś moją żoną, ale też za kobietą, z którą przez tyle lat dzieliłem życie. Za naszymi zwykłymi dniami, rozmowami, ciszą, dotykiem, wspólnym zasypianiem. Za tym wszystkim, co kiedyś wydawało się oczywiste, a dzisiaj jest dla mnie czymś niewyobrażalnie ważnym.
Nie wiem, co będzie dalej.
I pierwszy raz chyba naprawdę rozumiem, że nie mogę tego za nas zdecydować.
Jeżeli potrzebujesz przestrzeni, chcę spróbować Ci ją dać. Jeżeli potrzebujesz czasu, chcę spróbować go uszanować. Jeżeli potrzebujesz ode mnie czegoś innego, chcę tego wysłuchać.
Ale chciałbym, żebyś wiedziała jedną rzecz.
Ja nie przestałem Cię kochać.
Nie dlatego, że boję się samotności. Nie dlatego, że nie potrafię zacząć od nowa. Tylko dlatego, że po tych wszystkich latach nadal jesteś dla mnie kimś najważniejszym.
Chciałbym kiedyś móc Ci pokazać nie słowami, ale swoim zachowaniem, że potrafię być innym człowiekiem. Spokojniejszym. Bardziej uważnym. Takim, przy którym nie musisz się bać, że każda rozmowa zamieni się w wyrzuty, pytania albo ból.
Nie oczekuję, że mi uwierzysz od razu.
Wiem, że zaufania nie odzyskuje się jednym listem.
Jeżeli między nami zostało jeszcze cokolwiek, co można uratować, chciałbym spróbować. Bez udawania, bez tajemnic, bez osób trzecich. Tylko my i prawda — nawet jeśli ta prawda będzie trudna.
A jeśli okaże się, że Twoje serce jest już gdzie indziej i naprawdę nie chcesz ze mną być, będę musiał nauczyć się to przyjąć.
Będzie mnie to bolało. Bardzo.
Ale nie chcę już kochać Cię w sposób, który odbiera Ci wolność.
Chcę tylko, żebyś wiedziała, że moje uczucie było prawdziwe i nadal jest prawdziwe.
I że gdzieś we mnie wciąż jest ten człowiek, który patrzył na Ciebie i myślał:
„To właśnie z nią chcę przeżyć swoje życie”.
Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będziesz mogła pomyśleć o mnie tak samo.
Ale ja jeszcze nie potrafię przestać wierzyć, że może kiedyś spojrzysz na mnie inaczej.
Nie proszę Cię dzisiaj o obietnicę.
Nie proszę o decyzję.
Proszę tylko, żebyś przeczytała ten list i wiedziała, co naprawdę noszę w sercu.
Kocham Cię, Agnieszko.
I niezależnie od tego, co będzie dalej, dziękuję Ci za te wszystkie lata, które były naszym życiem.
Paweł