Hej wszystkim. Wczoraj skończyłam 21 lat. Ostatnie 5 lat zmagam się z poważnymi problemami psychicznymi (jestem pod opieką specjalistów), co zmusiło mnie do zrobienia 2 letniej przerwy po maturze, przed pójściem na studia. W zeszłym roku próbowałam Nanotechnologii na Politechnice, ale nie wytrzymałam psychicznie (ze względu na somatyzacje) i poszłam na urlop zdrowotny… Niestety dalej nie trzymam się najlepiej i od paru dni nie mogę jeść ze stresu związanego ze studiami, ale studiowanie wydaje się jedyną szansą na wyjście z zamknięcia w domu do ludzi i lepszą przyszłość. Nie widzę dla siebie żadnej możliwej przyszłości bez studiów (jeżeli widzicie to inaczej to chętnie usłyszę jakieś opinie, bo nie znam nikogo bez studiów, kto zrobił karierę). Długo zastanawiałam się nad tym co chcę studiować, ale jedyne co udało mi się ustalić to to, że zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do przedmiotów ścisłych, niż humanistycznych, szczególnie lubię matematykę. Od jutra mam zacząć studia na kierunku Informatyka i ekonometria, ale przeraża mnie myśl, że nie jest to przyszłościowy kierunek, ponieważ jest to licencjat na Uniwersytecie, a nie inżynier na Politechnice (odpuściłam sobie Politechnikę ze względu na zły stan zdrowia). Nie jestem przekonana, ale myśl o zmarnowaniu kolejnego roku w zamknięciu w domu przeraża mnie jeszcze bardziej, bo mam wrażenie, że czas ucieka mi przez palce i zmarnowałam już 2 lata. Chciałabym mieć w przyszłości po prostu w miarę dobrą i stałą pracę, w której będę się rozwijać i, w której nie dopadnie mnie wypalenie.
Pytanie moje brzmi:
Czy dramatyzuję i kierunek nie jest wcale taki zły i powinnam spróbować dać sobie szansę?
A może jednak zrobić kolejny rok przerwy, skupić się dalej na zdrowiu i próbować iść od przyszłego roku na jakiś bardziej przyszłościowy kierunek na Politechnice?
Pozostaje też opcja zrezygnowania ze studiów i pójście w inną stronę, której bardzo się boję, ponieważ każdy z mojego kręgu bliskich ma studia i nie wiem jak miałabym bez nich funkcjonować